Ceny transakcyjne w największych miastach Polski spadały w lutym w tempie dwucyfrowym. Sprzedający zaczęli akceptować nową sytuację na rynku mieszkaniowym i zeszli z cenami.
Osoba, która nabędzie lokal na rynku wtórnym, musi zapłacić podatek. Ale nie od faktycznej ceny, tylko wartości rynkowej. Jeśli przyjmie za niską, transakcją zainteresuje się urząd skarbowy.
Do końca tego roku lokatorzy mogą wykupywać mieszkania za przysłowiową złotówkę. Od 2010 walne zgromadzenia same zadecydują o dopłatach do przekształceń mieszkań lokatorskich.
W dobie kryzysu nie ma kto kupować mieszkań. Deweloperzy masowo wstrzymują nowe budowy. W stolicy potrzeba dwóch lat aby sprzedać już zbudowane domy. Wiele inwestycji to widma - zamiast domów na działkach rosną chwasty.
Spadki cen mieszkań i utrzymujący się zastój na rynku zaczynają przynosić efekt w postaci spadku podaży nowych ofert. Szybka deprecjacja złotego sprawia, że zamienienie trwałego dobra jakim jest nieruchomość na polską walutę zaczęła mijać się z celem.
Według danych GUS-u o ponad 41 proc. spadła w styczniu liczba rozpoczętych mieszkań w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Spada też, o blisko jedną piątą, ilość indywidualnych inwestorów.
Cena wywoławcza na licytacji komorniczej odbiega od wartości lokalu. Nieruchomość nabywana jest bez służebności i obciążenia na hipotece. Istnieje jednak ryzyko, że kupimy mieszkanie z lokatorami.
Na żądanie klienta deweloperzy zwykle godzą się wpisać do umowy przedwstępnej gwarancję, że jeśli klient nie uzyska z banku kredytu, to umowa zostanie rozwiązana, a wpłacona zaliczka zwrócona.